Nie chciałem
powoli rozchylać jej
ust bramy milczenia
rozdarłem jej pierś
wcisnąłem kij głęboko w
mrowisko spłoszonych liter
narzygało mi w twarz
patrzyłem jak
topią się z wosku
postacie bez twarzy
kremową masę ich żyć
rozsmarowywałem na kanapkach
papieru - aż mi oczy zgniły
zamknąłem
rzuciłem
w kąt
w woalce cienia
szeleszczą nietoperza
kartki boleśnie szarpane na
wietrze widać tylko lekko
rozchylone usta - z błyszcząca talią
kłów
22.10.2005
ten wiersz
ma tylko jeden środek
stylistyczny
jeśli chcesz poznać jego piękno
musisz się zbliżyć
(no śmiało podejdź)
i zacząć go lizać
(fajnie prawda ?)
cze-eść !
mam na imię metafora
ale mówicie mi przenośnia
(ale nie dosłownie, nie)
noszę czerwone majtki w koronkę
bo ja nie jestem z tych tam
co snują o koniach czy ptakach
ja z dumą mówię o ojczyźnie
studiując usta i języki
2005