Na Księżycu
śpi naga Selene
z pieśnią obnażoną
rozkoszna i seksualna
w pełni świadoma
lunarnie pieści boabab
małego księcia - nie ma serca
tylko światło, nóż
nocą ze strachu
w ciemnej jaskini
ukryli namiętności
w sercach bezdennych
źli ludzie
popaprańcy bez poezji
szarańcze w konspiracji dnia
kanibale czasu - a ja?
wystawiam język na biel nocy
ona mruczy i wije się swobodnie
w pełni dla mnie.
10.01.2026
żul spod sklepu
podchodzi do mnie z historią
śmierdzi wódką paloną słońcem i potem
w układzie czasu pomiędzy małą i dużą wskazówką
totalne zero
industrialny cham nieopisany przez murale
nieznany romantykom wbrew nurtowi dziejów
w polityce czerwonego betonu i białej demokracji
stoi i zapija żar
bez cienia wątpliwości
bez szansy na zbawienie
nie wspinam się na autorytety
prawda - klarowna i czysta powłóczy
patykiem po ziemi, unosi gołębie
zmienia woń powietrza
teraz oddychamy tym samym
szczerze pięć złotych na małpy
i uśmiech bezcenny.
02.2026
Swój szept wplatam w twoje włosy jasne
bo przecież pragnę być z Tobą twarzą w twarz
delikatnie rozmasowywać skórę i tę niepewność
o czym nigdy się nie dowiesz.
Możesz być naga jak kropla rosy, a będziesz
jedna nigdy moja a jednak zawsze dla mnie:
zapomnij jak czas co wszystko w piasek
przemienia i litość i miłość.
Gdybym Cię teraz rozebrał zabrakłoby Ci słów
by odmówić, bo przecież jeśli tylko
tylko
kwiatem.
07.03.2026
I.
zdejmij wszystko
przyjdź do mnie oblepiona blaskiem
na skórze pokarmem dla języka.
bez wstydu i przeszłości
zapraszam Cię do środka
zupełnie obnażoną.
odsłoń swoje ciało
będę patrzył i leczył twoje rany
chłodnym oddechem.
niepewna
naga kropla rosy
którą trzeba wypić.
niech wszystko zostanie otwarte
otulę Cię bez imienia
zapatrzoną w niebo.
II.
przyszedł wąż wstydu
oblepił twoje piersi i uda
przepowiedział upadek.
naskarżył na grzech
ludzki cielesny
odciął dostęp światła.
przywarł mocno
wypełnił od wewnątrz
miękkie usta i kryształ oczu.
stoisz
chyba odchodzisz
mówisz nie to zmierzch.
serce niewieście
słone słowa i szybkie dłonie
piach szorstkich myśli.
III.
gdybym mógł zejść
ze szczytów skalistych
by zdeptać ten obraz nierządu.
nie wierzysz w zwierciadło
a patrzysz w spojrzenie
ubrana w pytania.
pod pancerzem słów
kłów cywilizacji miast
oddalona.
zdejmij ubranie
wróć do mnie niewinna
przystrojona tylko w zapach.
nie mam dłoni
ani siły wszelakiej
tylko pragnienie.
30.06.2026